Powered by Smartsupp

Coraz dalej i coraz częściej. A czy naprawdę pamiętamy swoje podróże?

Kategorie:  storytelling
Autor: Zela
Mężczyzna na lotnisku wybierający się w podróż
podziel się artykułem:

Jeszcze kilkanaście lat temu daleka podróż była wydarzeniem. Planowało się ją miesiącami, odkładało pieniądze, przeglądało przewodniki i mapy. Kiedy w końcu nadchodził dzień wyjazdu, wszystko wydawało się wyjątkowe - od pierwszego kroku na lotnisku po ostatni zachód słońca przed powrotem do domu.

Dziś podróżowanie wygląda zupełnie inaczej. Świat stał się bardziej dostępny niż kiedykolwiek wcześniej. Weekend w Rzymie, kilka dni na Islandii, spontaniczny city break w Lizbonie czy urlop w Japonii przestały być marzeniem odkładanym na całe życie. Wystarczy znaleźć dobre połączenie, spakować walizkę i ruszyć w drogę. To ogromny przywilej. Możemy poznawać nowe miejsca, wracać tam, gdzie czujemy się dobrze, odkrywać świat na własnych zasadach. Trudno wyobrazić sobie lepszy moment w historii, by podróżować. A jednak czasami zastanawiam się, czy wraz z tą dostępnością nie wydarzyło się coś jeszcze… Mam wrażenie, że podróżujemy coraz dalej i coraz częściej, ale coraz trudniej jest nam naprawdę zapamiętać miejsca, które odwiedzamy. I to nie dlatego, że są mniej piękne. Wręcz przeciwnie. Problem polega na tym, że jest ich tak wiele.

 

Kiedy wspomnienia trafiają do folderu “później"

Po każdej podróży obiecujemy sobie, że jeszcze raz obejrzymy zdjęcia. Wybierzemy te najlepsze, uporządkujemy je, może nawet opiszemy, żeby za kilka lat łatwiej było wrócić do konkretnych wspomnień. Potem wracamy do codzienności. Rozpakowujemy walizkę, robimy pranie, odpowiadamy na zaległe wiadomości i już po kilku dniach wyjazd zaczyna powoli oddalać się od naszej codzienności.

Zdjęcia zostają w telefonie. Czasem trafiają na dysk albo do chmury. Najczęściej z myślą, że “wrócimy do nich później”. Tylko to “później” bardzo często nie nadchodzi.

Pamięć nie działa jak galeria w telefonie

Zauważyłam, że po kilku latach coraz częściej mylą mi się miejsca. Patrzę na zdjęcie i przez chwilę próbuję sobie przypomnieć: to była Portugalia czy Hiszpania? Ta mała restauracja znajdowała się w Pradze czy w Budapeszcie? Widok z tego tarasu był we Włoszech czy w Grecji? To nie znaczy, że podróże stały się mniej wyjątkowe. Oznacza tylko tyle, że pamięć nie działa jak twardy dysk. Nie zapisuje wszystkiego z taką samą dokładnością. Za to doskonale pamięta emocje. Pamięta smak kawy wypitej o świcie, kiedy miasto dopiero budziło się do życia. Pamięta śmiech przy wspólnej kolacji, przypadkową rozmowę z właścicielem księgarni czy moment, w którym po raz pierwszy zobaczyliśmy krajobraz znany dotąd tylko z fotografii. To właśnie takie drobiazgi zostają z nami najdłużej, choć często nie mają nic wspólnego z listą atrakcji, którą wcześniej zapisaliśmy w telefonie.

Paradoks współczesnego podróżowania

Podobnie jest ze zdjęciami. Robimy ich dziś więcej niż jakiekolwiek pokolenie przed nami. Fotografujemy niemal wszystko - widoki, jedzenie, architekturę, ludzi, bilety, poranne światło wpadające przez okno hotelu. Chcemy zatrzymać jak najwięcej, bo boimy się, że coś nam umknie. Paradoks polega na tym, że nadmiar wcale nie pomaga pamięci. Kiedy przywozimy z wyjazdu dwa tysiące fotografii, każda z nich staje się odrobinę mniej ważna. Trudniej wybrać te, do których naprawdę warto wrócić. Trudno znaleźć czas, żeby jeszcze raz przeżyć tę podróż, kiedy zamienia się ona w kolejny folder zapisany datą.

 

Najpiękniejsze podróże nie zostają z nami dlatego, że odwiedziliśmy wiele miejsc. Zostają dlatego, że przeżyliśmy kilka chwil, do których chcemy wrcać.

Nie zbieramy miejsc. Zbieramy momenty.

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że najlepsze podróże wcale nie są tymi, podczas których zobaczyliśmy najwięcej. Są tymi, z których pamiętamy najwięcej. Nie dlatego, że odwiedziliśmy dziesięć atrakcji zamiast pięciu, ale dlatego, że daliśmy sobie czas, by naprawdę być w danym miejscu. Bez pośpiechu. Bez ciągłego myślenia o tym, co jeszcze trzeba zobaczyć. Może właśnie dlatego po latach nie wracamy do całego wyjazdu. Wracamy do jednego wieczoru, jednego spaceru, jednego zdjęcia. Do chwili, która z pozoru była zwyczajna, ale z jakiegoś powodu została z nami na dłużej. I chyba na tym polega piękno podróżowania. Nie zbieramy miejsc. Zbieramy momenty. Miejsca z czasem zaczynają się mieszać, ale emocje pozostają zaskakująco wyraźne.

Dlatego warto od czasu do czasu zatrzymać się na chwilę również po powrocie. Nie po to, żeby jeszcze raz przejrzeć tysiące zdjęć. Wystarczy wybrać te kilkadziesiąt, które za kilka lat pozwolą przypomnieć sobie nie tylko to, gdzie byliśmy, ale przede wszystkim jak się wtedy czuliśmy. Bo najpiękniejsze podróże nie kończą się w dniu powrotu do domu. Kończą się dopiero wtedy, gdy przestajemy do nich wracać.

Zaprojektuj swoją fotoksiążkę z podróży